Menu główne
30 stycznia 2018

Zielony tydzień w Berlinie

Międzynarodowe Targi Żywności Grüne Woch - logo

Międzynarodowe Targi Żywności „Grüne Woche” odbywające się od 1926 roku w Berlinie to jedna z największych, światowych imprez, ukierunkowana na promocję żywności regionalnej, ekologicznej oraz prezentację branż z nią związanych: rolnictwa, ogrodnictwa, łowiectwa, rybołówstwa i leśnictwa. Targi to przede wszystkim bogata, międzynarodowa oferta specjałów nadających się do jedzenia i picia będących wyróżnikiem i „duszą” danego kraju. Wśród nich były świeże warzywa, jarzyny i owoce oraz ich przetwory, artykuły delikatesowe, pieczywo, mięso i wędliny, dziczyzna, ryby i owoce morza, nabiał, piwo, wino, destylaty, nalewki, szampan, miody, przyprawy, zioła, herbata, kawa, suplementy diety wplecione zwykle w tradycję i elementy kulturowe danego kraju. Prym wiodły naturalnie wszelkiego rodzaju tradycyjnie wytwarzane wyroby nisko i wysokoprocentowe w gospodarstwach. Gdyby ich nie wolno było wystawiać zniknęłoby prawie 2/3 stoisk. Tylko polskie stoiska jako jedne z nielicznych nie prezentowały branży destylatów ale póki co ta produkcja w gospodarstwach jest prawnie zabroniona. Były natomiast kraje mające tylko takie wyroby na swoich stoiskach. Ogromnego rozmach na targach nabrała branża winiarska z całego świata. Wszak powiedzenie mówi, że nie da się zjeść tyle owoców co ich wypić.
W tym roku targi odbywały się od 19 - 28 stycznia.  Teren hal wystawienniczych jest ogromny - około 65 tys. metrów kwadratowych dlatego rozłożenie ich na 10 dni jest dobrym rozwiązaniem. Targi otwierano zawsze o godzinie 10:00 i trwały one do godziny 18:00.  Wystawcy na swoich stoiskach musieli być już dużo wcześniej żeby wszystko poukładać i przygotować się na przybycie gości z całego świata. We własnym zakresie wystawcy musieli zatroszczyć się o zakwaterowania. Dla zmotoryzowanych zwiedzających jest dostateczna ilość parkingów zlokalizowanych na miejscu. Uwagę zwraca również doskonałe przygotowanie targów dla niepełnosprawnych, których było rzeczywiście wielu.
Każde targi co roku mają tzw. kraj partnerski, który przewodzi targom i posiada on do dyspozycji swoją osobną halę. W tym roku krajem wiodącym była Bułgaria z hasłem lansującym ten kraj i jego żywność „Aromat Słońca” – hasło związane ze słonecznikami promującymi ten kraj. Bułgaria wyróżniała się wśród innych wystawców bogatym dziedzictwem kulinarnym  wplecionym w tradycję i kulturę danego regionu.
Polska gościła na targach we wspólnej hali razem z Francją i Węgrami. Wyróżnikiem polskich stoisk było hasło „Polen schmeckt” (Polska smakuje) na tle pofalowanych barw narodowych. Na polskich stoiskach reprezentowanych przez województwa dolnośląskie, zachodniopomorskie i kujawsko-pomorskie można było skosztować produkty mleczarskie, wędliniarskie, piwa tradycyjnie ważone, śledzie, lody, pierogi lepione na miejscu, bigos oraz miody. Hitem była oczywiście kromka polskiego chleba ze smarowidłem i ogórkiem kiszonym. Może i dlatego, że była to najtańsza oferta targów w cenie 0,5 Euro a trochę większa pajda w cenie 1 €. Wielu wracało po następną pajdę więc Polska raczej „smakowała”. Najczęściej królowała na targach cena 2 €  za smakołyk. Z polskich produktów nie zabrakło także pasztetu z gęsi (oprócz degustacji można było dowiedzieć się na temat jego składu i sposobu wykonania). Ciekawa była promocja miodu – na stoisku lub w alejkach przechadzała się ucharakteryzowana pszczółka reklamująca polski miód.

Polska na targach Grune Woche 2018

Rozpoznawalność polskich stoisk oprócz tego znaku graficznego pasowałoby poszerzyć o dodatkowe wyróżniki jednoznacznie utożsamiające się z polskością – stroje ludowe, elementy ornamentyki ludowej wszak oprócz samego zachęcenia do jedzenia zachęca się do odwiedzenia danego kraju, to doskonała forma promocji „turystyki smakowej”. Wspaniale pod tym względem zaprezentowała się moim zdaniem Ukraina – stoiska zdobione ukraińską ornamentyką, wszystkie osoby obsługujące stoiska ubrane na ludowo z barwnymi wiankami we włosach, uśmiechnięte a na scenie cały czas grano ukraińskie utwory ludowe tak, iż chciało się tutaj  naprawdę zostać i przebywać z tą żywotną i wesołą społecznością nie szczędząc środków na degustację kwasu chlebowego czy tradycyjnego piwa. Pomyślano też o gościach, którzy w środkowej części mogli wygodnie usiąść w zaaranżowanej gospodzie i spokojnie degustować. A przecież wystawcom o to chodzi aby sprzedać to co ze sobą przywieźli. Oprócz Ukrainy również klimat Bawarii i Szwajcarii był wyjątkowy.
Dlatego potrzebne są nowe pomysły, inspiracje i ciekawi ludzie, którzy zbudują na targach to „show” pozwalające właśnie w danym miejscu zatrzymać potok wędrujących zwiedzających skłonnych na wydatki a nie tylko na zbieractwo. Niestety ale sporo jest zwiedzających których celem jest przejść i zabierać wszystko co gratisowe. Na poparcie, że nic nie ma za darmo są również ceny biletów wstępu – najtańszy jednodniowy bilet dla specjalistów to 16 € Euro przy zakupie w przedstawicielstwie i 20 € przy zakupie online czy w kasie. Dla zwiedzających nie ma biletów darmowych.
Dla wielu wystawców targi to też okazja do słuchania opinii o oferowanych produktach. Dzięki takim podpowiedziom można jeszcze bardziej dopasować produkt do smaków klientów lub stać się lepszym od konkurencji. Degustacja ma wywołać pragnienie dobrego smaku, zachęcić do zakupów i ewentualnych rozmów z oferentem na temat warunków handlowych.
Ale jedzenie to nie wszystko co oferują targi. Aby coś wyrosło potrzebne są nasiona. Najszerszą ofertę nasion i jednocześnie cebulek kwiatowych oferowała Holandia, której wyróżnikiem była charakterystyczna zabudowa nad stoiskami oraz tulipanowe różnokolorowe „dywany”. Oferowane były też maszyny i narzędzia biorące udział w produkcji żywności i jej przetwarzaniu, wyposażenie i urządzenia produkcyjne dla rolnictwa i ogrodnictwa, szklarnie, zwierzęta hodowlane, zwierzęta domowe, myślistwo i wędkarstwo . Część wystawy poświęcona była sprzętowi kuchennemu, wyposażeniu kuchni i akcesoriom technicznym dla gospodarstw domowych ułatwiających przygotowanie posiłków. Można było też podziwiać najnowsze trendy i aranżacje dla ogrodów, oświetlenia, altanki, sauny, wanny ogrodowe, akcesoria ogrodowe służące wypoczynkowi. Nie zabrakło firm oferujących oszczędzanie energii czy proponujących nowoczesne systemy ogrzewania domów i wody użytkowej w oparciu o odnawialne źródła energii.
Częścią Grüne Woche były także targi Hippologica – wszystko o koniach i dla koni. Przemierzając stoiska z akcesoriami związanymi z hippiką łatwo zauważyć, że w tej dziedzinie koń wcale nie jest najdroższy. Czasami samo siodło jest więcej warte od konia – a gdzie pozostałe elementy uprzęży konia i stroju jeźdźca. Imprezie towarzyszyły również pokazy konne. Na dwóch specjalnie przygotowanych parkurach ciągle były prezentowane konie z jeźdźcami oraz odbywały się pokazy i zawody związane z ujeżdżaniem i powożeniem zaprzęgami. Trochę zbulwersowała mnie nowa moda jaką zobaczyłem na tułowiu konia. Zobaczywszy konia myślałem, że pewna część boku konia jest wygolona z sierści po to aby uzyskać pewien efekt. Do tej pory upiększeniu podlegały grzywy i ogony końskie a tutaj takie metody. Zatrzymałem amazonkę i zapytałem jak tak można było zrobić. Na to ona spokojnie wyjaśniła mi, że koń nie jest wygolony tylko przy pomocy odpowiednich past i wosków nadaje mu się taką strukturę, że pięknie lśni i wygląda jak skóra bez sierści. Natomiast na pozostałych partiach tułowia układa się sierść na „stojąco” i daje to taki efekt. Tak więc trzeba się znać na najnowszych trendach mody nawet w koniarstwie aby nie dać się sprowokować.
Warto też podkreślić, iż prezentowane zwierzęta dzieci mogły za zgodą właściciela karmić, robić sobie z nimi zdjęcia, przytulać się a także je głaskać czy szczotkować.
Na koniec targów zobaczyłem też ciekawą kolekcję starych odmian jabłek występujących w Północnej Nadrenii zgromadzona z plantacji uprawnych jak i dziko rosnących.
W czasie targów ważne są też seminaria, sympozja, fora dyskusyjne i przede wszystkim spotkania prezydentów i ministrów rolnictwa poszczególnych krajów. Dzięki ich aktywności rozwijają się nowe możliwości współpracy na nowych rynkach zbytu dla krajowych produktów we wszystkich krajach świata.
Choć nogi po 6 godzinach zwiedzania mówiły dość to chciałoby się wrócić w niektóre miejsca aby spokojnie odpocząć w wygodnym fotelu i poczuć klimat danego kraju. A przecież nie wszystko byłem w stanie zwiedzić.

Edward Majchrowski